nieSKAzitelna – o Aleksandrze Ska

Właściwie – Aleksandra  Knaflewska. Urodzona 13 lutego 1975 roku w Łodzi. W latach 1995-2000 studiowała na łódzkiej ASP im. Wł Strzemińskiego na Wydziale rzeźby i ubioru. Obecnie pracuje w Akademii Sztuki w Szczecinie na Wydziale Malarstwa i Nowych Mediów. Jest asystentką w Pracowni Ikonosfery. Pseudonim SKA jak sama artystka tłumaczy jest fleksyjną końcówką polskich nazwisk.  Przełomowy rok to 2000, w którym zrealizowała swoją pracę dyplomową w pracowni Andrzeja Szadkowskiego równocześnie kończąc pracownię rzeźby u Włodzimierza Ciesielskiego. Już wybór tych dwóch kierunków będzie rzutował na dalszą działalność. Dwie dziedziny – praca z tekstyliami  oraz trójwymiarowymi obiektami – są ściśle ze sobą powiązane, traktuje je niemal na równi. Prace Ska wyróżniają się ścisłą precyzją i misternością wykonania, na przykład niezwykłe wrażenie wywołuje opracowanie obiektu  Nim,  do którego interpretacji wrócę w dalszej części. Praca  dyplomowa Lekcja anatomii (z 2000), za którą artystka dostała wyróżnienie jest pierwszą instalacją eksplorującą wątek egzystencjalny człowieka od strony kobiecej percepcji.  Aleksandra brutalnie rozkawałkowuje ciało, niczym za przykładem anatoma, albo raczej szalonego naukowca  – bawi się poszczególnymi częściami. Bo niewątpliwie mamy do czynienia z częściami przypominającymi ludzkie szczątki. Jednak cała sytuacja, w której znajduje się widz jest pewnego rodzaju paradoksem, zielone – laboratoryjne (?) światło, wężyki, aparatura chirurgiczno-stomatologiczna, ślady szwów.. co jednak zaskakuje, to brak krwi.  Z jednej strony jakbyśmy znaleźli się nagle w sterylnej pracowni laboratoryjnej z drugiej  rozrzucone przedmioty kuszą, czystością, cielistością, haptycznością jak przedmioty na sklepowych półkach, w tym przypadku z substytutami ludzkich organów. Ta chora wizja niewątpliwie frapuje, budzi niepokój ale przy tym pociąga plastycznością form barwą na granicy kolorytu skóry ludzkiej i „plastiku”.

Organy wykonane zostały bowiem z silikonu chyba najbardziej cielistego materiału. Obiekty dalekie naukowemu zapisowi, nie pełnią tu roli dydaktycznej jak za przykładem Rembrandtowskiej Lekcja anatomii doktora Tulpa  moim zdaniem są świadectwem szaleńczej  afirmacji, zachwytu  nad każdą z form poddanej zabiegom chirurgicznym. Myślę że nie będzie nadużyciem porównanie instalacji do obiektów Aliny Szapocznikow.

Aleksandra  nie stwarza nowego człowieka przykładem Frankesteina. Analizuje szczątki, bez litości bawi się nimi „poddając najróżniejszym torturom”. Preparaty ludzkiego ciała łatwo zidentyfikować i odpowiednio odgadnąć ich pierwotne pochodzenie. Ale nie o to tutaj chodzi. Eksperymenty z wykorzystaniem aparatury niczym narzędzi tortur  wprowadzają zgrzyt – kontrast między miękkością silikonu i metalicznością drutów, sztucznością wężyków. Bliskość tych skrajnych materii – ostrych i delikatnych przyprawia o zgrzyt zębów. Wydaje się że nie wszystkie narzędzia wykorzystane przez Ska spełniają swoją podstawowa funkcję, niektóre przybierają rolę biżuteryjnych dodatków. Jak można przeczytać w komentarzu do instalacji, artystka stawia pytanie na ile biżuteria może być bliska ciału a na ile może je pokonać. Demaskacja paranaukowości na rzecz estetyzacji za pomocą bransolet w postaci zadziwiającej aparatury podsyca paradoks zdarzenia. Co więcej brak śladów krwi,  zadrapań mięsa tylko nieskazitelny skóropodobny hybrydalny twór taki sam na powierzchni i we wnętrzu, gdzieniegdzie wybrzuszony sugerujący pierwotne istnienie „czegoś” pod spodem.

Dodatkowo  istotny jest fakt że mamy do czynienia z  odlewami ciała artystki.  Ska dokonuje swoistego procesu autolustracji, autorefleksji po autodestrukcję podobnie jak Szapocznikow. Wokół zainteresowań artystek jest ciało, ciało kobiece jako materiał używają miękkich cielistych tworzyw.  Tak Ska wypowiada się na temat źródła swojej fascynacji:

Myślę, że potrzeba opowiadania o ciele wynika ze  zdarzeń, które miały miejsce w dzieciństwie. Gdy byłam dziewczynką, moja babcia zabierała mnie na tzw. Ostatnie pożegnanie. W mniejszych miejscowościach jeszcze 15-20 lat temu tradycja było pozostawianie ciała w domu na trzy dni, nawet w upalne lato. Byłam zafascynowana martwym człowiekiem i pomieszczeniem, które było wejściem w  inny świat, gdzie panował mrok i specyficzny zapach. Nie ukrywam, że zawsze gdy pojawiała się klepsydra , byłam wręcz szczęśliwa. Choć brzmi to dziwnie, to naprawdę nie mogłam doczekać się tej wizyty i obserwowania. Już wtedy zauważyłam że ciało pozbawione jest, powiedzmy umownie, duszy, jest jak guma , jest czymś sztucznym . Przez to zainteresowanie nigdy nie miałam oporów w stosunku do ciała. Stwierdziłam nawet, że druga profesja, jaką mogłabym wykonywać, jest chirurgia. Myślę, że stąd się wzięło zainteresowanie ciałem. Oczywiście mam świadomość istnienia tak zwanej sztuki ciała, skupiającej się wokół problematyki ludzkiej cielesności. Myślę natomiast, że trochę w innym kierunku pociągam ten temat.

Spojrzenie okiem anatoma w XXI wieku nie tchnie już nowością, wnętrze ciała zostało już dawno sfotografowane, utrwalone, nie ma więc potrzeby w przypadku instalacji Ska dokonywania analizy naukowej, chodzi bardziej o stworzenie iluzji i nakierowanie na kontekst manipulacji ciałem, dokonywanie zabiegów upiększających: codziennych rytuałów strojenia się po  metody bardziej  inwazyjne.Każdy obiekt – nawet ten najbardziej misterny i czasochłonny – jest wykonana przez Ska własnymi dłońmi, nosi ślady opuszków palców,

odciśnięte są w niej osobiste emocje towarzyszące benedyktyńskiej nieraz pracy. Silikon i wszystkie materie kryją w sobie pamięć dotyku artystki – w ich formalnym ‘dopieszczeniu’ wyraźnie wyczuwalna jest energia twórcza, jaką w nie zainwestowano.

Kolejna praca powstała po 4 latach po Lekcji anatomii – nosi tytuł Z (2004). Sytuacja wydaje się podobna, mamy  stół, organiczne formy rozrzucone na nim. Jednak zupełnie inna jest atmosfera towarzysząca instalacji  – zamiast laboratoryjnego  światła panuje tutaj domowy charakter: stół kuchenny, obrus w kwietne wzory dodaje swojskiego klimatu. Tym razem jest bezpiecznie. Podchodząc bliżej rozpoznajemy dobrze znajome kształty: pierogów, pozostawionych w trakcie lepienia,  rozrzucona mąka tylko potwierdza nasze przypuszczenia. Jednak coś jest nie tak – artystka poddaje nas kolejnemu eksperymentowi – grze skojarzeń. Pierogi z daleka nie wzbudzają podejrzeń, dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu na krawędziach można doszukać się kształtów warg sromowych.

Praca ta ma wiele odniesień, nie tylko odwołuje się do nieśmiertelnego stereotypu kobieta – matka polka, pani domu kura domowa – eksplorowanego przez pokolenia artystek przywołać mogę choćby E. Jabłońską, C. Sherman, M. Frey. Istotne znaczenie ma  wabiący, cielisty kolor tworów, ich subtelność, haptyczność,  dowodzi że zostały  stworzone kobiecą ręką. Emocje towarzyszce wykonywaniu czynności – ugniatania ciasta jakże typowo kobiecej – a raczej spychanej w kobiecy kostium tak jak pozostałe kuchenne zajęcia. Tutaj reprezentację, stygmat kobiecości pełnią przedstawienia wagin, wyeksponowanych, odsłoniętych, bezbronnych. Motyw waginalny powielony został również we wzorze na obrusie. Wszystkie te swoiste twory maja swój indywidualny charakter, nie wyszły spod taśmy produkcyjnej,  żywotne jak niezależny organizm a przy tym kształtowane z  mocno wyczuwalnym zachwytem Ska nad każdą fałdką.  Tak sama podsumowuje :

 Użycie waginy było niezbędne dla wyrażenia emocji, którą chciałam zawrzeć, zamknąć w tej pracy. Powstała ona w okresie mojej totalnej transformacji, przekręcenia życia o 180 stopni; wiązało się to z rezygnacją z pracy, zmianą miejsca zamieszkania, zostawieniem znajomych, rodziny, przeprowadzeniem się do Poznania i rozpoczęciem nowego życia. Stąd stół, na którym pojawiły się waginy symbolizujące mnie jako opiekunkę nowego ogniska domowego.

Ska będzie odtąd  traktować motyw waginy niejako moduł, niewątpliwie najsilniej kojarzony z jej językiem artystycznym.  Obrus stanowiący tło dla pierogów nie jest typową ceratą kuchenną, a starannie wykończonym przykryciem, niektórzy dopatrują się w nim zagnieceń w formie męskiej i kobiecej sylwetki . Możnaby się tu dopatrzeć pewnej analogii z instalacją Marii  Pinińskiej – Bereś – Mój uroczy pokoik, gdzie na pikowanych poduszkach widnieją sylwetki kochanków. Kobieta zaprasza do swojego królestwa mężczyznę, ich statut wydaje się równorzędny jeśli to  nie ona pełni tutaj dominującą rolę. Jak  Ska twierdzi użycie motywu waginy nie jest ordynarnym epatowaniem, jest raczej najcelniejszym wyznacznikiem tego co jest najważniejsze dla pary kochanków,  naznaczają dwa najważniejsze miejsca w domowym ognisku – stół i łóżko. Iza Kowalczyk dopatruje się w tej pracy wątku „kobiety do zjedzenia”. Ona przygotowuje jemu danie, podaje mu do zjedzenia siebie. Przygotowanie seksualnej “uczty” będzie przyjemnością dla obojga. Praca ta poświecona jest Leszkowi Knaflewskiemu, mężowi artystki co tylko potwierdza powyższe rozważania.  Instalacja Z została zaprezentowana na wystawie “L.H.O.O.Q.”; kuratorzy: Jarosław Lubiak i Kamil Kuskowski; Galeria Piekary, Poznań, 14.06 – 8.07.2006. zaraz obok pracy Knaflewskiego zatytułowanej Got mit uns – Good mit uns 2004 – odwrócona swastyka z naciągniętymi na końce ramion prezerwatywami.  Ciekawe jest zestawienie opisu obu prac dokonane przez Izę Kowalczyk:

“Kobieca” praca Ska prowadzi grę ze stalowymi, srebrzystymi, “męskimi” pracami Leszka Knaflewskiego. Ona mówi o cieple i bezpieczeństwie intymnych spotkań, on o zimnie powiązań między władzą a seksem; ona o przyjemności, on o bólu. Kobieta jest w swoim królestwie to ona dokonuje wyboru, przerywa czynność urabiania ciasta i świadomie odchodzi pozostawiając swoje stygmaty w postaci wagin i odcisków własnego ciała na serwecie. Świadomie oddaje  się – jednak  nie ma ta czynność konotacji służalczych – oddawanie się pracom domowym i mężczyźnie – można traktować jak na równi, obie przynoszą zadowolenie, poczucie ufności, bezpieczeństwa. Ska nie pozbawia kobiecości przysłowiowej kury domowej, wręcz przeciwnie wyzwala ją.

To co prowokuje widza to apetyczność form, w późniejszych realizacjach artystki twory te staną się jeszcze bardziej dobitne,  bezpośrednie i może jeszcze bardziej kuszące.

Chociażby cykle Pads z czy Type z 2005 roku. W tym ostatnim artystka wykonała tajemniczy  przedmiot złożony z kabla i rury podłączonych do czarnego bębna. Wszystkie elementy tworzą obieg zamknięty. Kuriozalny obiekt przypomina kształtem odkurzacz, dopełnieniem są białe worki od odkurzacza rozwieszone na ścianie. Worki wyposażone są w otwory,  w których powinna znajdować się płytka umożliwiająca podłączenie rury  którą to Ska zastąpiła skórnymi protezami, otwory zaś przybrały formy waginalne.

Zabawna jest gra nasuwająca skojarzenia z procesem zużywalności i wymienialności obiektów. Odwołanie się do nieskończoności procesu pożądania, wymiany, ciągu procesów fizjologicznych, interwencji w strukturze ciała min. operacji plastycznych. Kiedy klient ma do wyboru szeroki wachlarz dostępnych modeli – substytutów organicznych z których nie jest zadowolony bądź które uległy zużyciu.  Podobnym zabiegom Ska poddała serię podpasek  – cykl Pads. Podpaska jako moduł – intymny  obiekt tak bliski ciału kobiecemu, tak bardzo odrzucający dla męskiego oka. Zwłaszcza naznaczony krwią  – nieczystą krwią menstruacyjną. Jednak tu Ska znów estetyzuje, pozbawia niewygodnych dla oka śladów krwi,  na każdej z nich modeluje motyw waginy.  Piękne cieliste, miękkie, haptyczne, wycyzelowane każda z osobna tak ze chciałoby się je dotknąć. Zachwyt przeradza się w fascynację. Możnaby przywołać w tym miejscu pracę Chin – Chin Wu, odważaną bez pruderii godzinami fotografującą kobiece waginy. Eksplorującą temat kobiecej seksualności na rozmaitych podłożach. W opisie załączonym do sesji Chin  wspomina o pozycji kobiecych organów w ciele, pozycji horyzontalnej, która determinuje niewidoczność waginy. Chin – Chin zmienia tą pozycję oglądu, z horyzontalnej na wertykalną, stajemy twarzą w twarz z kobiecością.

Nieskrępowana wabi widza swoimi kształtami, tak samo jak waginy w  cyklu podpasek Ska. Przybierają kształt usteczek kuszących by głaskać, ustrojonych biżuteryjnymi dodatkami. Nie są to dodatki takie jak w pracach Ewy Świdzińskiej gdzie dochodzi jeszcze gra w zasłanianie / odsłanianie. Wszystko tutaj jest jasne, na wierzchu chciałoby się powiedzieć.  Kolejny przykład podobnej gry skojarzeń, praca  z roku 2010 kontrowersyjna wg niektórych odbiorców – seria Owo, Ska fotografuje nakładkę na penisa wykonaną z silikonu. Widok ten odwołuje do widoku zmian chorobowych skóry, przypomina to cykl Mirei Sentis pt  Joyas z roku 2000. Artystka oscyluje wokół tabu,  wznosi na piedestał  to co powinno się ukrywać.

Przyozdobione błyskotkami, wyeksponowane zapakowane w sreberko jak drogocenne precjoza. Dodatki pełnią tu role ambiwalentną odstręczają jak owa nakładka na penisa, akcesoria typu piercing ozdabiają ciało z drugiej strony wtapiając się w delikatne, modelowane z wielką pieczołowitością wargi, ranią je. Atakują. Podobnie jak w Lekcji anatomii artystka poddaje ciało okaleczeniu, destrukcji. Metaliczność tych elementów kłóci się z cielistą miękkością. Seria Pads ma wydźwięk uniwersalny. Pojawienie się w niej motywu waginy na strukturze podpaski to jak twierdzi artystka efekt bliskości tego przedmiotu w życiu codziennym kobiety. Podpaska towarzyszy jej bowiem przez większość życia, wyznacza ramy zdolności do rodzenia dzieci  począwszy od menstruacji po fazę klimakterium.  To co dla większości mężczyzn wydaje się czymś typowo kobiecym, ale też odrzucającym równocześnie, również dla sporej części kobiet podpaska nadal pozostaje w strefie tabu, jako cos wstydliwego. Ska sakralizuje obiekt nadaje podpasce wyższą rangę niemal na równi z innymi atrybutami kobiecości. Same motywy wagin nie są autentyczne Ska kształtuje je własnymi palcami, następnie utrwala w żywicy niczym artefakty,  archeologiczne preparaty. Pads są wariacjami na temat waginy. Każda indywidualna, przyozdobiona lub nie, stanowi intymny kod kobiety a podpaski zaczynają funkcjonować  jako znaki.

Ska poddaje analizie  bliskość tego przedmiotu, jego relację z ciałem kobiecym, gdy wargi sromowe odciskają na miękkim materiale swoje kształty, naznaczając swoim  zapachem, wilgocią i krwią. Kod – rebus. Podobny efekt uzyskał niejaki James McCartney który swoją głośną akcją – ścianą odlewów wagin zyskał rozgłos w mediach. Choć w tym przypadku mamy do czynienia z prawdziwymi odlewami gipsowymi, to i tak sam projekt nie wydaje się przekonujący. Założenie projektu i sam efekt – ekshibicjonistyczne zestawienie wagin w postaci ściany przypomina ścianę trofeów, ładnie opakowane wszystkie neutralnie potraktowane bielą aby estetycznie wtapiały się,  odbierając im moc. Kobieta skupiając się na cielesności, utożsamia się ze swoimi tworami, proces autokreacji dokonuje się na wielu poziomach. Nie tylko akt autoprezentacji dokonuje się poprzez  formę ale również przez powiedzmy powlokę zewnętrzną. Twory  Ska są szczególnie naznaczone, artystka barwi je bowiem swoimi  kosmetykami pudrami szminką zaznacza swoją obecność. Kolory wzmagają haptyczność obiektów. Zupełnie inaczej niż kolejna praca pt. Matoł z roku 2009. Sterylna, ciemna, elegancka, wyglądająca jak obiekt meblarski stworzona właśnie z intencją do dotykania ponoć nie okazała się na tyle kusząca aby zachęcić zwiedzających do interakcji. Ska umieściła wewnątrz obiektu specjalnie uszytą dłoń, z którą można było się przywitać.

Według Ska  chłód przedmiotu stworzył opór. Mało kto zdecydował się na jakikolwiek krok, próbę wzięcia udziału w tej interaktywnej grze. Okazuje się że bardziej pociągające są małe cieliste, mięciutkie precjoza które pociągają wzrok i dotyk. Włożenie ręki w nieznane nie okazuje się zbyt wygodne dla odbiorcy.  Kuszące, niewinne formy mogą być bagatelizowane  ze względu na swoją banalność być może sama świadomość znalezienia się „dotknięcia” tabu albo zwykła ciekawskość lub złośliwość  prowadzi ich do interakcji.  Praca od której zaczęłam swoją wypowiedź Nim (2005) również nie okazuje się na tyle haptyczna. Perfekcyjność wykonania robi wrażenie na widzu, wzmaga podziw jednocześnie trzymając go z daleka w obawie przed zniszczeniem.  Pozornie niewinny niemowlęcy becik w kolorze bordo, ozdobiony haftem ze złotej nitki, po przybliżeniu wzroku zaczyna niepokoić. Misterny wzór przedstawia dwóch mężczyzn splecionych w erotycznych pozach. Ska dokonuje tu  transgresji  pierwotnych znaczeń przedmiotu. Becik wraz z misternymi złotymi wzorami stanowi tutaj  podobnie jak w pracach Marii Pinińskiej Bereś czy  Patricii Waller, obiekt – rebus.  Jednak praca ta na tle przeze mnie wymienionych różni się elegancją wykonania, powagą, precyzją. Ska zmienia znaczenie przedmiotu pochodzącego ze świata dziecięcego, gra nie kolorem a formą, stroni w tym przypadku od różu typowej oznaki niewinności błahości lub wręcz na odwrót zdradzający konotacje z porno-biznesem.

Ska przewrotnie naddaje ton powagi co więcej wieńczy  becik poduszką z ornamentem w kształcie wieńca laurowego. Oznaka afirmacji, zwycięstwa, wolności?  Ikonografia zdradzająca wielorakie mechanizmy pożądania, namiętności wzniesiona na wyżyny w postaci misternego precjoza. Czy wręcz odwrotnie jak twierdzi Jarosław Lubiak becik oznaczać może także odrzucenie przez społeczeństwo, brak akceptacji. Tak jak niechciane dzieci zostają podrzucane w koszach/becikach.

Kolejna instalacja  Spinka (2006) również zdumiewa, sprawia to nie tylko skala ale również ambiwalencja kształtów. Olbrzymi łańcuch niczym różaniec  złożony z czarnych korali / paciorków. Po zbliżeniu wzroku można zauważyć ze każdy element wygląda jak głowa z przedziałkiem widziana od góry. Pierwsze wrażenie po zobaczeniu tych obiektów to niewątpliwie konotacja z mechanizmem przymusu, zniewolenia – więźniów, wyznawców – tak podobnych do siebie w obliczu fatum. Ciekawym jest odniesienie tej pracy do kontekstu religijnego, dostrzegam pewne powiązanie być może trochę na wyrost z pracą Do you want to touch? Sonii Boyce.  Kępki włosów – w formie charakterystycznych fryzur czarnych kobiet tak różnych od  sposobów uczesania białych sióstr. Być może moje skojarzenie na tle religijnym jest błędne, jednak wydaje mi się że takim umiejscowieniem kępek – artystka sakralizuje je. Przypominają wotywa rozwieszane w kaplicach.

Podobnie jak Ska która rytualizuje swój  obiekt, przenosi do sfery sacrum. Z dystansu obiekt przypomina naszyjnik – różaniec złożony z regularnych pętli. Każda pętla składa się z poszczególnych paciorków, wykonanych z włosów. Każdy koralik to misternie utkana fryzura z wyraźnie zaznaczonym przedziałkiem.  Znów obiekty te przyciągają. Nie tylko wzrok ale i dotyk, tak że niemal chciałoby się sprawdzić ich miękkość opuszkami palców. Można sobie wyobrazić że tak właśnie działają na mężczyzn kobiece włosy. Jednak wizja ta ma swoje drugie dno, splecenie podobnie wyglądających głów ewokuje skojarzenie z uwięzieniem. Długie kruczoczarne włosy uwiązane – atrybut kobiecości zdaje się być czymś opresyjnym. Zniewalającym w sensie pejoratywnym. Podobne odczucia pobudza kolejna praca pt. Reble (2009). Szpaler czarnych pantofli tworzy swoisty kręgosłup zawieszony w rogu ściany. Pantofle na obcasach – kolejny fetysz, kwintesencja kobiecości stają się czymś prześmiewczym, szyderczym niezgrabnym.  Ska dekonstruuje ich formę tak że nie są już do użytku,  obcas który nadaje kobiecie szyku i elegancji, został brutalnie zniszczony. Nie jest już ozdobą a kuriozum ciężarem, torturą dla kobiecej stopy. Powracając jednak do Spinki, jej drugą część stanowi podwieszony do sufitu olbrzymi brelok składający się z hybrydalnych form przypominających piersi, pośladki, jądra.

Kolorowe wabiące obłe z wypustkami wyglądają jak nadmuchane. Silikon okazał się perfekcyjnym tworzywem na tyle elastycznym, że poddaje się wszelkim obróbkom idealnym do wywołania tego efektu. Brelok wraz z całą feerią barw i form niczym fetysze, komentuje idealnie upodobanie do infantylizacji do kiczu i tandety. Odkrywa również nieco zakazany wciąż spychany na ubocze w sferę tabu świat zabawek erotycznych, czy prześmiewczych produktów wszelkiej chińszczyzny z bazarowych półek. Tytuł Spinka nadaje w przypadku breloka i paciorków podwójnego znaczenia. Spinka jako niewielki, błahy przedmiot biżuteryjny, który ma  za zadanie upiększać  kobietę, nadawać jej szyk, z drugiej strony okiełznać kosmyki włosów, nadać pożądany kształt.  Samo słowo spinka ma konotacje z wyrażeniem spięcia, upięcia, dyscyplinowania. Zaczepienie między dwoma silami tą nieokiełznaną naturalną buńczuczną reprezentowaną przez włosy, obłe kształty zwisających breloków, albo powracając jeszcze do motywu wagin, wszystkie te formy zniewolone przez łańcuchy (do których umocowany jest brelok ), metalowe pręty  brutalnie kaleczące, maszyneria chirurgiczna jak w przypadku Lekcji anatomii. Kolejna praca pt. Tatutita (2007) jest kontynuacją idei. Na czerwonej błyszczącej miękkiej pikowanej kołdrze zostały swobodnie rozrzucone obiekty przypominające zabawki? Te śmieszne kurioza podobne do tych ze spinki – breloka wydają się jakby pozostawione w pośpiechu, nikomu niepotrzebne, niektóre zniszczone. Kusząca czerwień kołdry wabi miękkością, zaprasza, także same obiekty błyszczą, mienią się  przyciągają kolorami.

  

Zabawki  wyglądają jak artefakty, prehistoryczne twory – idoli, postaci bożków, Wenus.. o obłych kształtach, powyginane, gdzieniegdzie niepokojąco wypukle nie mogące już uchodzić za niewinne dziecinne zabawki. Po bliższych oględzinach ich formy demonizują się, niekiedy tchną perwersją. Wrażenie to potęgują okoliczności w jakim się znalazły.. Czerwona błyszcząca jak lateks kołdra, odwołuje do atmosfery buduaru, czegoś nieprzyzwoitego, zakazanego. Dodatkowo przedmioty o fallicznych kształtach. Widz zostaje wciągnięty w  grę. Musi patrzeć, mimo ze sam czuje się skrępowany widokiem, tym ze wkracza w świat zakazany – świat czyjś fantazji? Ale ta czerwień popycha go, przyciąga tak samo jak obiekty. I nagle zostaje przyłapany przez wzrok malej dziewczynki. Jej portret znajduje się nieopodal instalacji. Wbija w widza swoje wyolbrzymione źrenice. Zabawne plastikowe karykaturalne. Śmieje się. To nie uśmiech a raczej prześmiewczy wyraz twarzy wraz z dziwacznymi oczami stwarza groteskowy widok. Do tego stopnia że widz czuje się jeszcze bardziej nieswojo. Gra toczy się dalej, tym razem z karykaturalnym świadkiem zamieszania. Zupełnie inne odczucia towarzyszą pracy O+O+O (2005) tu widz swobodnie może patrzeć nie napotkując żadnej karcącej reakcji w postaci spojrzenia. To co jest oznaką władzy – wzrok, mowa zostają zasklepione. Odebrano im moc działania, obrony przez wklejone organiczne formy, przypominające narośla skórne czy blizny po szczepionkach.

To zakneblowanie ma również szerszy kontekst Ska dotyka również ważnej kwestii utraty własnego indywiduum. Atrybutów nie tylko sygnujących kobiecość ale i człowieczeństwo. Ten sam wątek przewija się przez twórczość duetu artystów Aziz+Cucher. Zwłaszcza w pierwszej najbardziej chyba znanej serii Distopia z 1994 roku.

Podobny choć może bardziej dobitny w dyskursie na temat kobiecości i jej atrybutów komentarz zajmuje praca Urszuli Kluz Knopek zatytułowana Feminiity z 2009, artystka manipuluje zdjęciem, usuwa sutek i oto powstaje jakaś kpina z kobiecości.. Postawione zostaje pytanie czy mamy  do czynienia z kobiecym ciałem  czy z jakimś niesprecyzowanym tworem. To zawahanie towarzyszące kobietom które straciły pierś wskutek choroby.

Omawianie instalacji zakończę pracą  3xU (2005).  Znowu paradoksalnie mamy do czynienia ze zmianą wartości poszczególnych kobiecych atrybutów. Znów Ska interpretuje kobiecość, poddaje w wątpliwość stereotypy dotyczące  ról społecznych jakie odgrywa kobieta, tym razem w wersji bardziej brutalnej. Fartuch niby kuchenny z dziwnym wybrzuszeniem  w okolicy jamy brzusznej jawi się jako twardy rzeźnicki pancerz. Jednak znów brak tu krwi. Właśnie ta czystość i perfekcja instalacji niepokoi. Obok artystka umieściła na metalowej listwie swoje narzędzia zbrodni: igły, nożyczki kojarzące się z czynnością szycia a także inne obiekty jak noże kojarzone z czynnościami kuchennymi. Cały arsenał broni jest  dokładnie przemyślany, perfekcyjnie zaplanowany, ułożony jakby gotowy do użycia. W tym miejscu można by przywołać pracę Marthy Rosler (Semiotics of the kitchen 1975) ,która posługując się różnorodnym instrumentarium kuchennym nadała im nowe znaczenie może raczej przeznaczenie jako narzędzi tortur / środków idealnych do popełnienia zbrodni.

Podobnie w instalacji Ska przyrządy przyczepione do listwy manifestują swoją ostrość, twardość i gotowość do użycia. Pierwsze skojarzenie jakie narzuca się odbiorcy to ich przeznaczenie jako aparatury do zadawania cierpienia, w cieniu zaś pozostają inne czynności jak szycie cerowanie, przycinanie nici, przygotowywanie potraw. Wracając zaś do osobliwego fartucha, zastanawiające jest owo wybrzuszenie w centrum, znamionuje ono obecność macicy ? Płód? Nie jest to do końca rozstrzygnięte. Jedno jest pewne nie jest to typowy kostium przysłowiowej pani domu, swoja twardością jawi się jako swoisty pancerz, kitel oprawcy, rzeźnika zwłaszcza w pobliżu metalowego arsenału zaczyna nabierać nowych, niepokojących znaczeń. Kobiecość w tym przypadku jest podana na ostro, pozbawiona domowego bezpiecznego charakteru jak w  instalacji Z. Również sam tytuł wydaje się być ambiwalentny 3 razy U – można rozpatrywać jako sekwencję czynności przypisywanych kobiecie na przykład: ugotuję, uszyję, utulę, choć równie dobrze mogą być to groźba, zapowiedź zbrodni w zależności od preferencji czy wybujałej wyobraźni: uduszę, utnę, ukłuję. Nie jest to ugrzeczniona wersja kobiety uległej – przysłowiowej kobietki, raczej defensywna istota zdeterminowana walcząca o swoje nie cofająca się przed niczym. Tak jakby walczyła z zastanym wyobrażeniem kobiety dla której odpowiednie miejsce jest w kuchni przy przysłowiowych garach. Ska dotyka także kolejnego bardzo ważnego aspektu, mianowicie  ukazuje kobietę jako istotę rozchwianą psychicznie, histeryczkę która traci nad sobą kontrolę i ucieka się do „chorych” niekontrolowanych zabiegów.  Przez wieki to właśnie to rozchwianie było postrzegane jako typowa przypadłość kobieca a cały patriarchalny świat z pobłażaniem przyglądał się kobiecym huśtawkom. To właśnie ten aspekt Ska eksploruje w swoim projekcie Bezproduktywna (2011). Instalacja składa się z dwóch projekcji: pierwsze video o tytule Ska nienawidzę cię (2011), do którego tło stanowią jaskółki z wydłubanymi oczami pikujące, druga projekcja kluczowa – przy omawianiu kontekstu szaleństwa i samookaleczenia – o tym samym tytule co sam projekt – Bezproduktywna (2011).

 

Jak sama artystka przyznaje interesuje ją osobowość z pogranicza tzw borderline. Ska dotyka problemu przeżywania silnych napięć emocjonalnych i ich skutków jakie odbijają się na kobiecej psychice, wreszcie nienawiści, nienawiści do innych i do siebie samej. Jej natura jest paradoksalna, w efekcie czego wydaje się być bezproduktywna. Niczego nowego nie tworzy a mimo to przynosi owoce – skutki nieodwracalne.  W pierwszej instalacji składającej się z trzech ekranów widzimy 3 półnagie kobiety leżące pośród ikebany dojrzałych soczystych tworów składających się z  warzyw i owoców. Misternie ułożone, wyrzeźbione niektóre o fallicznych kształtach, są pociągające i niepokojące zarazem. Istnieje wiele przykładów podobnej interpretacji tematu, motywu kobiety do zjedzenia. Ja chciałabym przywołać pracę Mirei Sentis Felicon. Naga kobieta leżąca na stole z wbitym nożem  służy jako główne danie niczym pieczeń. Wracając jednak do Ska i scenerii w pierwszej projekcji, stół na którym leżą kobiety ugina się od tej obfitości form, kształtów i feerii  kolorów. Bajkowa  sceneria została jednak zaburzona, w pewnym momencie stół zatrzymuje się  i każda z pozujących po kolei wypowiada słowa:  Ska  nienawidzę cię! To swoiste studium nienawiści ma swoją kontynuację w kolejnej projekcji – Bezproduktywna. Widzimy przed sobą artystkę krótko przystrzyżoną w białym kołnierzyku. Jest zwrócona do odbiory twarzą, kamerę artystka traktuje jak lustro, w którym się przegląda i szczerzy. Mimo że jej działanie jest zupełnie bezsensowne –  uśmiech nie schodzi z jej twarzy. Dokonuje aktu destrukcji – autodestrukcji. Wywierca dziury w zdrowych białych  zębach. Zębach które są oznaką piękna, zdrowia, witalności. Ten rodzaj masakry jaki wykonuje na sobie, nie doprowadza do niczego pozytywnego. Po zakończeniu swojego aktu Ska sięga po toast jakby chciała uczcić swój wyczyn. I znów paradoksalnie deprecjonuje znaczenie tego gestu. Zamiast podniosłości, elegancji mamy do czynienia z kpiną. Wino pozostawia czarny osad w ubytkach robiąc złe wrażenie, odrzucające  wręcz. Przyjemny, wzniosły gest pozostawia skazę, triumf przeistacza się w upokorzenie. W obydwu pracach mamy do czynienia z komentarzem na temat wymogu bycia piękną, na temat opresyjności kultury społeczeństwa wywierającego presję, wyzwalającego agresję, czasem autoagresję. Siłę destrukcyjną. Instalacja stanowi silny akcent w dotychczasowej twórczości artystki, jest  kolejnym etapem w dialogu dotyczącym stereotypowego patrzenia na kobiecość.

Na koniec przywołam trzy wcześniejsze prace video Bu (2009), Fat love (2009),  Kukuryny. W pierwszej pracy Bu mamy znów do czynienia z potraktowaniem kamery jako lustra. Ska przygląda się bacznie swojemu odbiciu, przygładza włosy, poprawia się, wdzięczy. W pewnym momencie zaczyna kreślić na ciele dziwne znaki, kropki, obwodzi pisakiem wszystkie siniaki, skazy na ciele, paradoksalnie nie zakrywa ich a wręcz podkreśla ich widoczność. Ska rysuje kropki nawet w miejscach gdzie nie ma widocznych zadrapań, celowo oszpeca się nanosząc ślady jakby po ospie. Praca wydaje się pierwszym etapem ośmieszenia kultu piękna bez skazy, kulminacja nastąpi w  Bezproduktywnej. Sam pomysł i realizacja Bu nie są rewolucyjne, nie zabraknie również naśladowców Ska wśród części młodego pokolenia miedzy innymi Ada Karczmarczyk stworzy prześmiewczą wersję i nada jej nazwę Śiniaki (2010). Ska eksploruje temat odrzucenia, bada granice miedzy tym co normatywne a wykraczające poza to co dopuszczalne w społeczeństwie.  Status trędowatego w społeczeństwie uzyskuje osoba nie tylko odstająca fizycznie od normy ale i mentalnie, histeria, niezrozumiała  nienawiść które Ska obrała za źródło inspiracji są wyznacznikami tego stanu. Przechodząc do kolejnej pracy Fat love, która wydaje się klasyczną recepcją tematu kanonów piękna. Puszysta kobieta obwieszona serdelkami, śmieje się do widza, w miedzy czasie zrywając po kolei kiełbasy i zjadając je z rozkoszą. Patrząc na portret kobiety wydaje się że panuje tu  przesyt. Aż do obrzydzenia. O to zapewne Ska chodziło o dojście do granicy dobrego smaku.  Kobieta swoimi kształtami wypełnia kadr, serdelki wyglądają jak nadmuchane, do tego żółta masa – prawdopodobnie musztarda którą rozmazuje  z błogością po kiełbasach i ciele. Prześmiewcze spojrzenie na konsumpcję pobudza skojarzenia z fastfoodową modą, tyle że w wydaniu polskim. Kolejna ostatnia projekcja jaką chciałabym omówić – pt. Kukuryny ukazuje kury siedzące na grzędach, wystrojone w błyskotki, w sztuczną biżuterię zwisającą z ich szyj jak za duże łańcuchy. Gigantycznych rozmiarów brylanty uwodzicielsko błyszczą przy tym trącą  sztucznością i kiczem kompletnie nie pasują do wystraszonych  stworzeń obdarzonych przysłowiowym małym móżdżkiem.  Wystrojone kury tworzą komiczny obraz, do tego sztuczne migające światło, przywodzi na myśl światła reflektorów, migawki. Całość dopowiada tytuł „Kukuryny”, który w slangu młodzieżowym jest definiowany tak : „Dziewczyna/kobieta tandetnie wybanglana. Np. Balejaż, opalenizna z solarium (zbyt mocna), różowa kurteczka, odsłonięty pępek z kolczykiem i pseudo tribalowskim tatuażem na dolnej części pleców, skórzane mini, kabaretki i białe kozaki.”

Pisząc powyższy esej opierałam się na tekstach autorstwa  dr hab M. Smolińskiej- Byczuk, dr. hab. I. Kowalczyk oraz wywiadzie w Take – me

http://take-me.pl/toread/publikacja/499/Dotyk_bezproduktywnej

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: